Dylematy wielokulturowości według A. Szahaja

We wpisie starałem się wykorzystać książkę Szahaja do zwrócenia uwagi na dosyć istotne obecnie problemy wielokulturowości. W zamyśle jest to recenzja, ale jak każda recenzja w moim wykonaniu wyszła nieco pokracznie (a przynajmniej nie według prawideł rzemiosła). Krótko omawiam więc treść, a później odnoszę się do głównych wątków w książce, które interpretuję trochę na swój sposób. W podsumowaniu piszę o tym, o czym chciałem przez cały wpis i wyrażam chęć czytania większej ilości tak dobrze napisanych książek.

W skrócie…

Książka Andrzeja Szahaja „E Pluribus Unum? Dylematy wielokulturowości i politycznej poprawności” [1] jest jedną z lepszych książek z zakresu wielokulturowości, jaką czytałem w życiu. Pomimo faktu, że została wydana pierwotnie w 2004 roku (ja akurat czytałem wydanie z 2010) to moim zdaniem absolutnie zachowuje aktualność, a przecież tyle się w ostatnich latach zmieniło w tej kwestii (o tym trochę później).

Na książkę składa się 13 rozdziałów (różnych w swojej objętości), w których omówione zostały różne idee, koncepcje, teorie dotyczące wielokulturowości (spis treści znajduje się na zdjęciu). Podejścia czasami się uzupełniają, czasami wykluczają. Można odnaleźć w książce wiele perspektyw dyscyplinowych – od filozofii przez socjologię i studia kulturowe po politologię. Brakuje mi jednak w niektórych miejscach uwzględnienia kwestii prawa stanowionego w przytaczanych i omawianych przez Autora koncepcjach.

Książkę poleciłbym w zasadzie każdemu w całości – ja, ze względu na czytalność wpisów blogowych ograniczę się rzecz jasna do scharakteryzowania najciekawszych według mnie wątków, które znajdziemy w książce – są to jednocześnie w mojej ocenie wątki kluczowe.

Wielokulturowość i melting pot

Jak czytamy w książce, idea wielokulturowości (w świetle filozofii polityki) narodziła się w latach osiemdziesiątych XX wieku, chociaż jej przejawów możemy szukać już na początku tegoż stulecia. W tym nurcie wielokulturowość oznacza niezbywalność etnicznych korzeni oraz występowanie schematów przemocowych w procesach asymilacyjnych. Szczególnie zauważalne było (jest?) to w USA, gdzie każdy jest imigrantem, lecz asymilując się do kultury tego kraju, musi przyjmować głównie schematy, wartości i normy kultury anglo-saskiej.. Z drugiej strony stoi natomiast idea melting-pot, w której wielość kultur etnicznych i narodowych rozmięka, rozpływa się we wspólnym garnku, by stworzyć jedną masę – wspólny twór. Autor odwołuje się w tym kontekście do wyartykułowanej przez Kallena metafory orkiestry – każda grupa etniczna to instrument, który powinien zachować swoją odrębność, jednak być przy tym gotowy zagrać we wspólnej orkiestrze[2]. Orkiestra ta jednak gra bardziej Beethovena niż afrykańską muzykę etniczną. Ta idea jest moim zdaniem nieco naiwna i bardziej przychylałbym się do wielokulturowości rozumianej jednak jako kwestia konfliktowa – nie chciałbym jednak powiedzieć, że konflikt w tym przypadku może prowadzić tylko ku zaognieniu, ale może być również czynnikiem budującym.

W wyniku różnych czynników, w ostatnich latach doszło do zaostrzenia konfliktów na tle narodowościowo-etnicznym. Idea kotła, w którym na równych prawach funkcjonują różne kultury, mieszając się i tworząc wspólny, dobry i syty posiłek, musi być chyba nieco zrewidowana. Bardziej pasującą metaforą zaczyna być inny kocioł, w którym raczej nic dobrowolnie się nie miesza, a składniki ciężko na siebie reagują – Kocioł Bałkański. 

Bałkanizacja Ameryki… i Europy?

Bałkanizacja Ameryki to przejście od melting pot do boiling pot. Wzrastająca świadomość różnicy może przy pewnych okolicznościach skutkować konfliktem. Różnica ta jest coraz bardziej widoczna, ponieważ sięgamy do niej, jako do głównego narzędzia budującego tożsamość w tych „płynnych” czasach. Szukając drogi do poradzenia sobie ze światem i kryzysem, zaczynamy stosować wydawałoby się proste rozwiązanie: łatwiej powiedzieć mi, czego nie lubię, niż co lubię; powiedzieć, kim nie jestem, niż kim jestem. Różnica jest więc znacząca.

Mając na uwadze jednak różnicę oraz tradycję europejską (do której zalicza się również Stany Zjednoczone), Szahaj zwraca uwagę na ważną kwestię.

Relatywizacja jako domena europejska

W książce możemy przeczytać, że kultura europejska to jedyna kultura, która potrafi dystansować się od siebie samej, a przy tym podjąć próbę i wysiłek oceny, uwzględniając i szanując przy tym inne kultury. Oznacza to według mnie tyle, że kultura europejska wie, co oznacza relatywizm kulturowy.

„Tymczasem w rzeczywistości społecznej krajów zachodnich mamy do czynienia ze zjawiskiem wielokulturowości, która jest wielokulturowością pełnokrwistą, by tak rzec. A wraz z tego typu wielokulturowością pojawia się kwestia współistnienia rozsądnych i nierozsądnych doktryn w ramach tego samego organizmu politycznego. (Czym innym jest podnoszona przez Rawlsa w Prawie ludów konieczność tolerowania ludów nieliberalnych, choć przyzwoitych, przez ludy liberalne, a czym innym możliwość tolerowania przez lud liberalny przyczółków ludów nieliberalnych na własnym terenie.)” [3]. – Otwarta pozostaje jednak kwestia racjonalnych i nieracjonalnych doktryn, a także samej kwestii tolerancji jednych i drugich. 

W tym kontekście pojawia się jeszcze jedno ważne zdanie od zacytowanego w książce Richarda Bernsteina: „Zmieniło się nasze nastawienie wobec nas samych, [pojawiła] się nasza niegotowość do postrzegania amerykańskiej tożsamości jako na tyle wartościowej, aby oczekiwać od przybyszów, by przyjęli ją za własną.” [4]. To zdanie mocno do mnie trafia i chyba jest istotne w kontekście całej książki i myśli jej towarzyszących – liberalna demokracja (jako system wynikający z tradycji europejskiej) musi szanować siebie i swoje mechanizmy, a nie je piętnować. 

Dylematy politycznej poprawności

W kontekście politycznej poprawności i zaprzestania używania określoncyh zwrotów/słów/terminów, Szahaj wyraża najbardziej racjonalne podejśćie, jakie spotkałem do tej pory w różnej literaturze naukowej. Można dyskutować bowiem na ile słowa są odwzorowaniem rzeczywistości, a na ile to słowa ją tworzą. I tak, używając słowa Murzyn, od dawna traktowanego jako neutralne nie byłoby pewnie nic złego dopóty, dopóki osoba określona tym słowem nie miałaby co do tego żadnych zarzutów lub pretensji. Szahaj odwołuje się do przykładu słowa „cygan” oraz „kaleka”. Słowa te  mają długą tradycję funkcjonowania w języku polskim. Należy jednak wziąć pod uwagę kontekst posługiwania się nimi. „Ocyganić kogoś”, „kłamać jak Cygan” lub „grasz jak kaleka”, „kaleczysz język”. Wykorzystywanie tych słów w kontekstach budujących negatywne konotacje wpływa na używanie tych słów w ogóle. W połączeniu z po prostu prośbą/brakiem zgody osób niepełnosprawnych lub Romów na używanie powyższych słów do ich określania stanowi dla mnie klucz do „politycznej poprawności”. I co najważniejsze – jest to perspektywa charakterystyczna zarówno dla lewicy (czy nowej lewicy), jak i dla liberałów. Nie obrażać drugiego człowieka (przy czym zakładam, ze obrażanie nie jest obiektywne, lecz wiąże się z subiektywnym odczuciem osoby, wobec której kierujemy słowa) jest według mnie fundamentalną podstawą budowania wszelkich relacji społecznych. Tak też interpretuję ten rozdział książki Szahaja.

Podsumowanie

Chcąc podsumować w jakiś w miarę spójny i czytelny sposób wyrażone powyżej i mocno nieuporządkowane myśli, chciałem zwrócić uwagę na zdrowy rozsądek jako narzędzie służące do pogodzenia wielu interesów i napięć – również tych politycznych czy gospodarczych, znajdujących odzwierciedlenie w sporach kulturowo-społecznych.

Czytając książkę Andrzeja Szahaja odniosłem wrażenie, że podejście autora jest bliskie mojemu, wydaje mi się, że zdroworozsądkowemu. Fundamentem wielokulturowości musi być szacunek – zarówno do innych, jak i do siebie samego. Nie ma nic złego w odmiennościach, ale nie ma również nic złego w tym, że lubimy nasze własne i nie chcemy, by ktoś nam to zabierał. Nie należy więc mylić tolerancji z akceptacją – mamy prawo zarówno do bycia „za”, jak i bycia „przeciw”, ale zawsze powinno być to budowane na szacunku.

W Polsce nie mamy do czynienia z takimi procesami, które charakterystyczne są chociażby dla państw-kolonizatorów. W kilku ostatnich latach stawiamy jednak czoła największemu zróżnicowaniu narodowościowo-etnicznemu w naszym kraju od czasów II RP. I ważne jest dla mnie, żebyśmy poradzili sobie z tym zarówno w życiu codziennym, jak i na poziomie administracyjno-prawnym. Chyba właśnie dlatego polecam każdemu przeczytanie książki Andrzeja Szahaja „E Pluribus Unum? Dylematy wielokulturowości i politycznej poprawności”.

_____

Bibliografia
[1] Szahaj Andrzej, E Pluribus Unum? Dylematy wielokulturowości i politycznej poprawności, Universitas: Kraków 2010.
[2] Szahaj 2010, s. 22 za: Kallen 1998, s. 116-117.
[3] Szahaj 2010, s. 111.
[4] Szahaj 2010, s. 137.

____
Wiesz coś, czego nie napisałem, a powinienem w tym poście? Być może chcesz podzielić się swoją refleksją na temat wielokulturowości? Może chciałbyś podjąć współpracę lub poszukujesz jakiegoś wsparcia badawczego?
Zostaw swój trop – napisz komentarz lub skontaktuj się ze mną mailowo tutaj .