Idea networkingu, czyli dlaczego wkurza mnie LinkedIn

Od dłuższego czasu ograniczam aktywność w różnych mediach społecznościowych – przechodzę na tryb „incognito”. Wiąże się to z kierunkiem, w którym te media zmierzają oraz z działaniami, jakie podejmują ich użytkownicy. W tym poście skupiam się na kilku kwestiach, które moim zdaniem zaburzają piękną ideę networkingu w tak dobrze zapowiadającym się kiedyś portalu, jakim jest LinkedIn.

Idea networkingu

Sięgając do wikipedystycznej definicji networking jest to „proces wymiany informacji, zasobów, wzajemnego poparcia i możliwości, prowadzony dzięki korzystnej sieci wzajemnych kontaktów.” [1]. Uwagę zwraca przede wszystkim dynamizm – procesualność – networkingu. Oznacza on moim zdaniem, że kontakt nie jest czymś stabilnym i danym raz na zawsze. Należy o niego zabiegać i stworzyć odpowiednią infrastrukturę dla jego funkcjonowania. Definicja określa również, co przepływa pomiędzy dwoma (lub większą liczbą) kontaktów – są to informacje, poparcie, różne zasoby. No i najważniejsze – „korzystne” i „wzajemne” kontakty.

Nie od dzisiaj wiadomo, że Polacy nie są mistrzami nawiązywania kontaktów. Small talk oraz inne elementy biznesowego savoir-vivre wydają się przeszkadzać w funkcjonowaniu większości przedsiębiorców. Na zachodzie jest trochę inaczej. Co prawda żaden, dajmy na to, Anglik nie spodziewa się szczerej i wyczerpującej odpowiedzi na zapytanie „how are you?”, ale stawia to pytanie w nadziei na podstawę wytworzenia wspólnej, miłej sytuacji. Oczywiście można podzielać pragmatyczne podejście, wyartykułowane w pytaniu „po co, skoro to sztuczne?”. Czasami wydaje mi się, że mimo wszystko miłe, potrzebne i korzystne – a przynajmniej dające jakiś początek.

Bywają sytuacje, w których zderzamy się z obcymi ludźmi (o których nic nie wiemy) na branżowym spotkaniu. Wtedy sytuacja jest o wiele trudniejsza, ponieważ rzeczywiście zacząć rozmowę nie jest łatwo. Nie jest to jednak niemożliwe – oprócz pogody, można przecież zagaić o sytuację, w której oboje się znajdujemy. Bywają jednak sytuacje, w którym spotykamy ludzi, o którym mamy pewne pojęcie lub też takie, w których wiemy, z kim się spotkamy, więc możemy wykonać chociaż minimalny research.

Po co o tym wszystkim piszę? Właśnie po to, by wchodząc w określone interakcje mieć świadomość sytuacji oraz by móc ją odpowiednio wykorzystać. Ponieważ chyba wszyscy, jak tu jesteśmy, zgadzamy się, że networking jest korzystny, prawda? Nie tylko w biznesie, ale również w codziennym życiu, w szkole czy na uniwersytecie.

Sieci społecznościowe dla networkingu

Słabo pamiętam czasy sprzed ery sieci społecznościowych. Przed Facebookiem były przecież fora internetowe, które (do dzisiaj zresztą), gdy się temu przyjrzymy, działają na podobnych zasadach. Jeśli to, co napisałem w poprzednim akapicie stanowi dla kogoś problem, to sieci społecznościowe przychodzą z rozwiązaniem jak manna z nieba.

Nie trzeba absolutnie nikogo znać, ani też z nikim się spotykać, aby nawiązać kontakty – biznesowe, towarzyskie, a nawet intymne. Pozostańmy jednak przy tych pierwszych i przejdźmy do kwestii LinkedIn-a (uwaga – artykuł zawiera lokowanie własnych doświadczeń).

LinkedIn a networking

Mogę zaryzykować stwierdzenie, że jestem zwolennikiem wszelkich platform, które łączą ludzi. LinkedIn, jak go pamiętam z początków mojej obecności w serwisie, niósł ze sobą nadzieję na biznesowe zastosowania mediów społecznościowych, idące w parze z ideą networkingu. Co jednak z tego wyszło?

Notorycznie dostaję zaproszenia ludzi, których zupełnie nie znam. Ludzi pracujących w branżach, które w żadnym stopniu nie mogą się łączyć z tym, co robię ja sam. Zaproszenia nie są opatrzone żadną wiadomością, żadną ofertą, zupełnie niczym. Zupełnie nie mogę pojąć, po co starać się nawiązywać kontakty w taki sposób. Nie przydają się ani osobie zapraszającej, ani mi samemu. Z tego, co pamiętam, moje podstawowe informacje są widoczne dla kontaktów, których nie mam w swojej sieci znajomych. To oznacza, że poświęcając maksymalnie minutę, osoba zapraszająca, powinna wstępnie rozeznać czy jest jakikolwiek sens w tym, aby wysłać mi zaproszenie. Uważam, że taki szybki research jest absolutną podstawą trzeźwej oceny sytuacji i podjęcia decyzji – rzeczy niezbędnych w pracy na niemal każdym stanowisku. Jeśli nie zadajesz sobie tego, choćby minimalnego, trudu to nie wróżę ci sukcesów.

Z kontaktami biznesowymi jest jak z followersami na Instagramie czy Youtubie. Co z tego, że masz ich 100 tysięcy, jeśli aktywnych jest 3% i to oni podejmują jakiekolwiek działania wobec Twoich aktywności? W tym przypadku postaw na jakość, a nie na ilość. Zwłaszcza, że algorytmy nie lubią pustych obserwujących…

[zdjęcie rawpixel/zasoby unsplash.com]

Osobną kategorię stanowią rekruterzy i inni HR-owcy. Teoretycznie w ich interesie leży budowanie sieci kontaktów, które mogą im się przydać w rekrutacjach na różne stanowiska. Dlaczego teoretycznie? Z mojego punktu widzenia, jeśli firmy nie stać na zaprojektowanie odpowiedniej reklamy stanowiska pracy i odpowiednie targetowanie tej reklamy (które w dobie mediów społecznościowych nie są wcale bardzo drogie), to ta firma albo nie rokuje dobrze, albo w nosie ma, co inni o niej sądzą. W jednym i drugim przypadku zastanowiłbym się sto razy nad podjęciem pracy.

Jeśli firmę stać na zatrudnienie rekrutera, który suplementuje reklamę wyszukiwaniem na LinkedInie i innych mediach społecznościowych osób mogących stanowić potencjalnych kandydatów na różne stanowiska to świetnie! Tylko niech ten rekruter szuka, a nie wstawia na swoją tablicę info i zaprasza kogo popadnie.

Na marginesie tego wpisu, w którym skupiam się przede wszystkim na aktywnościach użytkowników, warto wtrącić, że LinkedIn jest jednym z najbardziej nachalnych mediów społecznościowych, uciekających się do chwytów, które można określić nie inaczej, jak „ściema”. Informacja o tym, że „ktoś chce nawiązać z Tobą kontakt” okazuje się w praktyce informacją o tym, że to LinkedIn chce nas z kimś (randomowym) „zeswatać”. Shame on you LinkedIn.

Rób networking dobrze!

Jeśli dotarłaś lub dotarłeś do tego miejsca to dziękuję Ci za poświęcony czas. Cieszę się, że przebrnęłaś lub przebrnąłeś przez ocean żali, które wylałem powyżej. Z tej okazji dam Ci kilka dobrych rad, które (mam nadzieję) pomogą w realizacji idei networkingu:

Przywitaj się – jeśli zapraszasz kogoś do znajomych, powiedz mu „Cześć” i dopisz kilka zdać od siebie.
Wytłumacz się – jeśli kogoś zapraszasz, daj jej albo jemu znać, dlaczego to robisz. Spodobało Ci się profilowe? Zainteresował Cię opis? Poszukujesz kogoś do pracy i myślisz, że może być potencjalnym kandydatem? To nie wstyd napisać kilka słów, które pozwolą zrozumieć znaczenie sytuacji.
Przypominaj się – reaguj na aktywności danej osoby, pisz do niej od czasu do czasu, zarekomenduj działania/aktywności/kompetencje.

Trzy proste rzeczy, które pozwolą szanować nam swój czas, aktywność i zbudują odpowiednią infrastrukturę umożliwiającą „proces wymiany informacji, zasobów, wzajemnego poparcia i możliwości, prowadzony dzięki korzystnej sieci wzajemnych kontaktów.” [1].

_________
[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Networking_(biznes)

_________
Chcesz dowiedzieć się czegoś więcej? Nie zgadzasz się ze mną? A może zgadzasz się i chcesz mi przybić metaforyczną piątkę?
Zostaw swój trop – napisz komentarz lub skontaktuj się ze mną mailowo tutaj .